Noc listopadowa 1830 r.

                Rok 1830 a w szczególności lipiec tegoż roku przyniósł wybuch rewolucji w Paryżu. W jej wyniku usunięto z tronu Burbonów a rządy objął Ludwik Filip. W miesiąc później powstali Belgowie przeciw Holendrom. Oba te wydarzenia odbiły się szerokim echem w Królestwie Polskim, przyspieszając wybuch powstania. Także poczynania cara Mikołaja przyczyniły się również do jego przyspieszenia. Zamierzał on po rewolucji lipcowej i w Belgii rozpocząć działania przeciwko Francji i Belgii. Do działań na zachodzie Europy car przeznaczył następujące siły: I Korpus piechoty, Korpus litewski wraz z warszawskim Korpusem rezerwowym gwardii, całe wojsko polskie, następnie II Korpus piechoty, grenadierów, gwardię a także I Korpus rezerwowy oraz korpusy III i V rezerwowe kawalerii. Rozkazy mobilizacyjne zostały wydane już pod koniec października.

            Tymczasem spiskowcy z Piotrem Wysockim na czele uznali, że Wojsko Polskie nie powinno brać udziału w walkach przeciwko Francuzom i Belgom. Spiskowcy domyślali się także, że pod przykrywką wyprawy przeciw Francji i Belgii car chce wprowadzić do Królestwa Polskiego silne oddziały rosyjskie, pod nieobecność wojska polskiego i ostatecznie znieść niezależność Królestwa. W związku z tym termin wybuchu powstania wyznaczono na godz. 18.00 29 listopada 1830 r. Warunki sprzyjały wybuchowi powstania. W Warszawie siły rosyjskie były dość słabe. Ich garnizon liczył zaledwie 4 bataliony piechoty i 12 szwadronów kawalerii tj. około 6000 żołnierzy z 4 zaledwie działami, gdyż reszta artylerii stacjonowała poza Warszawą. Ponadto rozlokowanie oddziałów rosyjskich w stolicy także było na korzyść powstańcom. Cała rosyjska kawaleria stała w koszarach Łazienkowskich, na południu miasta, a jednostki piechoty tj. wołyński pułk piechoty rozlokowany był na ul. Dzikiej i litewski pułk piechoty stał na Żoliborzu w koszarach gwardii pieszej. Tak więc jednostki rosyjskie nie miały ze sobą łączności i mogły być szybko izolowane i zmuszone do kapitulacji. Siły polskie w Warszawie przewyższały siły rosyjskie i składały się z 10 batalionów piechoty, 4 szwadronów kawalerii i 13 dział. Dawało to w sumie 10000 żołnierzy. Oddziały polskie rozmieszczone w Warszawie były w następujący sposób: na południu miasta znajdowała się tylko Szkoła Podchorążych Piechoty w gmachu koło Łazienek; w środku miasta 3 bataliony wyborcze i 4 szwadrony w mniejszej części skoszarowane, w większej rozrzucone po kwaterach; na północnej krawędzi miasta przeważnie w koszarach 5 batalionów i 13 dział; na Żoliborzu 22 kompanie[1].

            Zgodnie z planem operacyjnym sprzysiężonych opracowanym przez ppor. Zaliwskiego działania miały odbywać się na trzech odcinkach. Na południu Szkoła Podchorążych Piechoty, przy pomocy kompanii piechoty, które miały nadejść z ul. Ordynackiej i Chmielnej, oraz czterech dział Szkoły Bombardierów osaczyć miała i zmusić do poddania trzy pułki kawalerii rosyjskiej w Łazienkach. Równocześnie oddział sprzysiężonych cywilnych, prowadzonych przez paru podchorążych miał napaść na Belweder i Konstantego. W północno-zachodniej części miasta, gdzie dowodzić miał sam Zaliwski, 4 kompanie wyborcze zabezpieczyć miały arsenał i przeciąć połączenie z koszarami pułków wołyńskiego i litewskiego, a 4 pułk piechoty liniowej (z ul. Sierakowskiej i Zakroczymskiej), saperzy (z ul. Mikołajewskiej) i bateria gwardii bądź zamknąć wołyńców w ich koszarach, bądź też rozbroić ich w razie wyjścia. Na Żoliborzu, 20 kompanii naszych miała rozbić pułk litewski, a dwie opanować mosty i Pragę[2].

            Można powiedzieć, że plan przeprowadzenia powstania w Warszawie był dobry. Jednakże był zarazem zbyt skomplikowany i wszystko zależało od dobrej koordynacji poszczególnych oddziałów spiskowych. Praktyka pokazała co innego. Początkowo rozwój wydarzeń sprzyjał spiskowcom. Sprzysiężeni rozwieźli ostrą amunicję do oddziałów, którą zabrano z obozu Powązkowskiego. Oficerowie sprzysiężeni stanęli w koszarach na apel i mieli całkowitą pewność, że oddziały pójdą za nimi. Wszyscy czekali na sygnał do rozpoczęcia działań. Jednakże sygnał tj. podpalenie domu na Solcu i na Nalewkach zawiódł. Od tej chwili zaczęły się trudności w wprowadzaniu planu powstania w życie.

            W ciągu całej godziny po wybiciu godz. 18.00 spiskowcy znajdowali się w położeniu fatalnym. Zatrzymanie szeregowców w koszarach, zapowiedzenie im patrolu generalnego, rozdanie tu i ówdzie ostrych naboi naraziło ich już bezpowrotnie. Dochodziło do ostrych starć z oficerami służbowymi, nie należącymi do związku[3]. Przed godz. 19.00 cywilni spiskowcy razem z kilkoma podchorążymi zaatakowali Belweder. Mimo zaskoczenia atak powstańców zakończył się niepowodzeniem, gdyż Konstanty zdołał ukryć się przed nimi. W tym samym czasie Wysocki zdecydował się wyprowadzić Szkołę Podchorążych. Ruszyła ona ku koszarom kawalerii rosyjskiej i stwierdziła, że zapowiedzianych sześciu kompanii wyborczych i 4 dział nie było wcale. Mimo wszystko natarła na koszary ułanów Konstantego. Doszło do krótkiej, bezładnej walki na dziedzińcach i w stajniach w której ułani ponieśli małe straty. Nie widząc nadchodzącej pomocy, Wysocki wycofał się na most Jana III i rozesłał gońców do miasta. Tutaj połączyli się z nimi sprzysiężeni cywilni[4], którzy atakowali Belweder.

            Tak więc plan opracowany przez spiskowców zawalił się. Wielu miejscach nie rozpoczęto działań równocześnie np. oddziały spiskowe na Śródmieściu zaalarmowane zostały dopiero przez podchorążych wysłanych przez Wysockiego pomiędzy godz. 19.30 a godz. 20.00. Przepadł element zaskoczenia tak bardzo potrzebny w takich działaniach. Musiano walczyć nie tylko z oddziałami rosyjskimi ale także stoczyć ciężką walkę z własną kadrą oficerską.

            Teraz poszczególne oddziały sprzysiężonych koncentrowały się wokół gmachu Arsenału. Około godz. 20.30 pułk wołyńców ruszył na Arsenał. Jednakże atak ten został odparty przez żołnierzy 4 pułku piechoty liniowej którzy przedtem stoczywszy w koszarach ciężką walkę ze swym dowódcą płk Bogusławskim, przybyli pod Arsenał przed samym nadejściem wołyńców. Z koszar gwardii pieszej pod Arsenał przybyło tylko sześć kompanii grenadierów, które oficerowie związkowi zdołali wyprowadzić, korzystając z nocy i z zamieszania, z kolumny prowadzonej przez gen. Żymirskiego na plac Broni zgodnie z rozkazem Konstantego. Przybyły także pod Arsenał cztery kompanie wyborcze, dwie pozostałe opanowały bardzo sprawnie mosty i Pragę. Przybyła tu w końcu i Szkoła Podchorążych.

            Pomiędzy godz. 21.00 – 22.00 położenie ogólne w Warszawie przedstawiało się w sposób następujący: a) wojsko rosyjskie, którego nie udało się nigdzie rozbroić, stało w dwóch grupach: w Alejach Ujazdowskich (12 szwadronów) i na placu Broni (4 bataliony i 4 działa); b) wojsko polskie rozdwoiło się, a nawet ściśle mówiąc, roztopiło na kilka części: 1) oddziały powstańcze pod Arsenałem (18 kompanii) i na Pradze (2 kompanie), 2) stojące wyraźnie po stronie Konstantego w Alejach Ujazdowskich (przeszło 5 kompanii i 4 szwadrony), 3) niezdecydowane, ale zrazu, pod naciskiem swej starszyzny, trzymające się raczej Konstantego (3 kompanie i Szkoła Podchorążych Kawalerii na placu Bankowym, 2 silne warty i żandarmeria na placu Saskim, oddziały na ul. Zakroczyniskiej, Sierakowskiej i w Zamku, bateria konna gwardii na Nalewkach)[5].

            Można powiedzieć, że położenie powstańców stawało się coraz bardziej ciężkie. Przypominało ono sytuację dekabrystów w Petersburgu w dniu 25 grudnia 1825 roku. Powstańcy nie proklamowali swego rządu, nie usunęli istniejącego. Nie wydano żadnej w ogóle odezwy, która by oznajmiła ludności stolicy cel powstania. Powstanie nie miało wodza, gdyż z Zaliwskim i Wysockim, po okazanym przez nich niedołęstwie, nikt się już nie liczył. Powstanie uratował wówczas sam Konstanty. Nie dał rozkazu dla swej kawalerii aby ruszyła na miasto. Również nie wykorzystał sytuacji gdy przy pomocy polskiej kadry oficerskiej tak łatwo mógł stłumić cały ruch w zarodku. Zajął więc stanowisko wyczekujące, żądając, aby sami Polacy zlikwidowali powstanie.

            Dzięki biernej postawy Konstantego około północy położenie oddziałów powstańców zaczęło poprawiać się na ich korzyść. Wbrew pierwotnemu zamiarowi organizatorzy powstania musieli rozdać całą broń z Arsenału w ręce ludu. Pojawienie się uzbrojonego ludu na ulicach Warszawy podniosło na duchu żołnierzy powstańczych, ułatwiło również przeciągnięcie na stronę powstania oddziałów niezdecydowanych. Począwszy od godz. 1.00 po północy aż do wczesnego ranka grupy uzbrojonego ludu i niektóre oddziały insurekcyjne dowodzone przez niższych oficerów agitowały niezdecydowanych rodaków i przeciągały na stronę rewolucji żołnierzy z ugrupowań neutralnych, podejmując zarazem ataki na pozycje wojsk lojalnych wobec Konstantego. Powstańcy opanowali kolejno Leszno, plac Bankowy i Saski, Szkołę Aplikacyjną przy ulicy Miodowej. Do samego świtu trwały na Krakowskim Przedmieściu utarczki między powstańcami a wiernymi Konstantemu polskimi strzelcami konnymi. Około godz. 8.00 do powstańców należało już całe miasto z wyjątkiem Alei Ujazdowskich i placu Broni, gdzie stały, biernie zresztą, oddziały wierne Konstantemu. Niebawem całe ugrupowanie to wycofało się do Wierzbna[6].

            Wydarzenia nocy listopadowej stały się nie tylko tragicznym powstaniem narodowym, lecz krwawym starciem bratobójczym. Wybuch powstania miał duży wpływ na postawy wyższej kadry oficerskiej. W sytuacji szczególnie trudnej znalazła się ta część generalicji, która w chwili wybuchu powstania obecna była w Warszawie i z tytułu pełnionych obowiązków zmuszona została do natychmiastowego zajęcia stanowiska, nie dysponując nawet przybliżoną oceną sytuacji dotyczącą zakresu i siły powstania. W dniu 29 listopada 1830 r. 21 generałów służby czynnej, czyli 54 % stanu całej generalicji armii Królestwa Polskiego, znajdowało się w Warszawie, wykonując normalne obowiązki służbowe (5 generałów broni, 6 generałów dywizji, 10 generałów brygady). Obok generałów służby czynnej znajdowała się w mieście spora liczba generałów dymisjonowanych i kilkunastu oficerów, którzy w okresie późniejszym powstania zdobyli stopnie generalskie. Wybuch powstania niektórzy generałowie potraktowali jako prowokację ze strony gen. Aleksandra Rożnieckiego, a nawet jako zorganizowany przez Konstantego sprawdzian gotowości alarmowej garnizonu. W miarę napływu informacji o powstaniu jako zorganizowanym wystąpieniu Szkoły Podchorążych Piechoty, poszczególni generałowie podejmowali przeciwdziałanie, z reguły każdy na własną rękę[7].

            Generała Maurycego Hauke pełniącego funkcję zastępcy ministra wojny wybuch powstania zastał w domu. Zawiadomiony o rozwoju wydarzeń ruszył natychmiast razem z płk Meciszewskim do Belwederu. U wylotu ulicy Koziej, przed Pałacem Namiestnikowskim spotkał maszerujących w kierunku Arsenału podchorążych. Generał przemówił do podchorążych słowami „idźcie do domu, dzieci[8], następnie chcąc ominąć kolumnę i nie odpowiadając na zapytanie „kto idzie” został zatrzymany przez jednego z podchorążych. Jadący razem z generałem płk Meciszewski wydobył pistolet i strzelił, raniąc podchorążego. W odpowiedzi na to kolumna podchorążych oddała salwę w kierunku generała, który w wyniku tego poniósł śmierć. Taki sam los spotkał jeszcze 5 generałów którzy próbowali reagować na bieg wydarzeń. Byli to generałowie: Blumer. Trębicki, Siemiątkowski, Nowicki i Potocki. Ostatni z nich włożył najwięcej energii w tłumienie powstania. Jako pierwszy z generałów polskich zetknął się z kolumną podchorążych, jadąc do Belwederu po rozkazy. Rozmawiał z Wysockim, wzywał podchorążych do zdania się na łaskę Konstantego a na propozycję sprzysiężonych aby objął dowództwo stanowczo odmówił. Od Konstantego otrzymał rozkazy aby nie dopuścił do połączenia się oddziałów podległej mu piechoty z powstańcami. W związku z tym udał się do kompanii wyborczych 2 i 6 pułku piechoty liniowej, osłabiając w duże mierze zapał rewolucyjny tych oddziałów. Następnie zorganizował skuteczny ośrodek oporu przeciwko powstańcom na placu Bankowym. W pewnym momencie wahał się, jaką ma przyjąć postawę wobec wydarzeń w stolicy. Jednakże utwierdzony przez Franciszka Ksawerego Lubeckiego w słuszności postępowania wzmocnił jeszcze bardziej energię przeciwpowstańczych wystąpień. Domagał się od Konstantego aby ten zorganizował szarżę rosyjskiej jazdy. Wykorzystywał każdą okazję, by odciągnąć żołnierzy od łączenia się z powstańcami. Mimo to między godz. 22.00 a 23.00 w gmachu Banku delegacja Szkoły Podchorążych ponownie wzywała generała do objęcia naczelnego dowództwa. Kilkakrotnie poturbowany przez powstańców, wbrew radom oficerów, którzy proponowali aby zajął postawę neutralną, około godz. 1.00 w nocy sam udał się na ul. Senatorską, aby tam odciągnąć kompanie wyborcze 3 pułku piechoty liniowej. Podczas przemawiania do żołnierzy padły strzały i gen. Stanisław Potocki został ciężko ranny a następnie zmarł 30 listopada 1830 r. wieczorem.

            Skutecznie także przeciwdziałał powstaniu gen. Wincenty Krasiński. Przy współpracy dowódcy pułku strzelców konnych gwardii płk Jagminem i kilkoma innymi oficerami energicznym działaniem nie dopuścił do przejścia tego pułku na stronę powstańczych oddziałów i przeprowadził go do Konstantego w Aleje Ujazdowskie. U boku księcia pozostawał aż do 3 grudnia, przyczyniając się w dużej mierze do utrzymania oddziałów polskich w Wierzbnie. Po ustąpieniu Konstantego i po powrocie polskich oddziałów do Warszawy spotkał się z ostrym potępieniem opinii publicznej, a nawet próbami zamachu, a następnie zbiegł do Petersburga. Powrócił do Królestwa dopiero po upadku powstania. Również gen. Aleksander Rożniecki po otrzymaniu wieści o wybuchu powstania przystąpił do działania. Udał się do pułku ułanów gwardii rosyjskiej. Przez cały czas wystąpień pomiędzy 29 listopada  – 3 grudnia 1830 r. pozostawał przy sztabie rosyjskim. W dniu 12 grudnia przekroczył granicę rosyjską pod Włodawą. Podczas odwrotu ks. Konstantego wykazał wiele aktywności cały czas współdziałając z władzami rosyjskimi.

            Odmienne stanowisko zajęli generałowie Franciszek Żymirski i Łukasz Biegański nie wystąpili czynnie wobec powstania pomimo rozkazu wydanego przez Konstantego. Po jego ustąpieniu i powołaniu gen. Józefa Chłopickiego na naczelnego wodza przystąpili do powstania. Wybitnie neutralne stanowisko zajął gen. Antoni Darewski. Po wybuchu powstania wzmocnił warty oraz zamknął bramy w Pałacu Prymasowskim – siedzibie Komisji Rządowej Wojny, i spokojnie przetrwał najtrudniejszy okres we własnym mieszkaniu, goszcząc też tego wieczoru gen. Chłopickiego[9].

Natomiast gen. Chłopicki z którym sprzysiężeni wiązali duże nadzieje, w chwili wybuchu powstania znajdował się w Teatrze Rozmaitości. Tam też odnalazł go ppor. Dobrowolski będący wysłannikiem sprzysiężonych. Wbrew przewidywaniom, generał na propozycję objęcia naczelnego dowództwa odpowiedział pamiętnie – „Dajcie mi spokój, idę spać[10] i całą noc z 29 na 30 listopada spędził w mieszkaniu płk Sobieskiego a następnie w pałacu Komisji Rządowej Wojny. Rankiem 30 listopada Rada Administracyjna powierzyła mu dowództwo garnizonu stolicy. Jednakże aktu nominacji nie można było wręczyć, gdyż generał był nieuchwytny. Dopiero wieczorem, po długich perswazjach, przybył na posiedzenie Rady i zgodził się na objęcie dowództwa nad wojskami polskimi w Warszawie z zastrzeżeniem, że zrobi to z zamiarem zaprowadzenia spokoju i porządku w imieniu Mikołaja I.

            Zachowanie się generalicji w chwili wybuchu powstania nie było spowodowane jej stosunkiem do walk niepodległościowych. Kierowała się ona nie tyle oceną polityczną sytuacji, ile głównie względami natury dyscyplinarno – wojskowej. Była ona zbyt wdrożona w ślepy rygor i karność wojskową, aby na pierwsze wezwanie jakichś tam podporuczników lub podchorążych mieli stawić na kartę wolności życie i karierę wojskową. Już wczesnym rankiem 30 listopada generalicja sztabu głównego i centralnych instytucji wojskowych zmieniła jednak taktykę postępowania. Z czynnego przeciwdziałania przeszła na pozycję wyczekiwania. Znaczna jej część podzielała zdanie ks. Lubeckiego, że skoro nie ma możliwości pacyfikacji powstania, to trzeba stanąć na jego czele i pokierować nim tak, by jak najszybciej samo upadło, nie zmieniając politycznego i społecznego systemu Królestwa Polskiego[11].

            Wśród polskiej generalicji rozpowszechniony był pogląd, iż odzyskanie niepodległości może nastąpić jedynie dzięki pomocy zbrojnej z zewnątrz lub też w wyniku korzystnej wojny w Europie. Uważała koncepcję walki niepodległościowej prowadzonej wyłącznie siłami własnymi za nierealną. Z tego też względu potępiła wybuch powstania nie jako akt patriotycznego zrywu, ale jako pociągnięcie wojskowo – polityczne nierozsądne, niemożliwe do zrealizowania. Zdecydowana większość naszej generalicji uważała, że utworzenie Królestwa Polskiego było w ówczesnych warunkach dużym osiągnięciem politycznym, u podstaw którego legły walki lat 1794 – 1814. Uważali, że osiągnięcia tego nie należy wystawiać na duże ryzyko, jakim było powstanie.

            Wybuch powstania listopadowego spowodował, że generalicja polska, pod względem politycznym, podzieliła się na trzy grupy. Pierwszą z nich stanowili generałowie których można scharakteryzować jako „neotargowiczan”. Do tej grupy należeli m.in. gen. W. Krasiński, Rożniecki, Kossecki, Wurtemberg. Byli to ci, którzy najpierw zdecydowanie wystąpili przeciw powstaniu, a następnie wycofali się z wojska polskiego i przeszli w sposób pośredni lub bezpośredni na służbę rosyjską. Każdy z nich usiłował uzasadnić swoją decyzję względami ideologicznymi. W gruncie rzeczy byli to jednak ludzie skompromitowani i zdawali sobie sprawę, iż w nowych warunkach pociągnięci zostaną do odpowiedzialności za antynarodową działalność lub pospolite malwersacje. Drugą grupę można by nazwać neutralistami. W jej skład wchodzili generałowie, którzy wycofali się z udziału w powstaniu. Pozostali oni jednak w Królestwie i przeciw powstaniu nie występowali. Do nich należeli: Kurnatowski, Hurtig i Rautenstrauch. Najliczniejszą grupą była grupa trzecia. Stanowili ją generałowie, którzy przystąpili do powstania i uczestniczyli w nim czynnie.

Bibliografia:

Łepkowski Tadeusz, Powstanie Listopadowe, Warszawa 1987.

Majewski Wiesław, Grochów 1831, Warszawa 1982.

Sikorski Janusz, Zarys historii wojskowości powszechnej do końca wiek XIX, Warszawa 1975.

Tarczyński Marek, Generalicja Powstania Listopadowego, Warszawa 1988.

Tokarz Wacław, Wojna polsko – rosyjska 1830 i 1831, Warszawa 1993.

Zajewski Władysław, W kręgu Napoleona i rewolucji europejskich 1830 – 1831, Warszawa 1984.

 


[1] W. Tokarz, Wojna polsko-rosyjska 1830 i 1831, Warszawa 1993, s.76.

[2] Tamże, s.78.

[3] W. Tokarz, Wojna polsko-rosyjska 1830 i 1831, Warszawa 1993, s.78.

[4] Tamże, s. 78.

[5] Tamże, s. 80.

[6] T. Łepkowski, Powstanie Listopadowe, Warszawa 1987, s. 8.

[7] M. Tarczyński, Generalicja Powstania Listopadowego, Warszawa 1988, s. 57.

[8] Tamże, s. 58.

[9] M. Tarczyński, Generalicja Powstania Listopadowego, Warszawa 1987, s. 63.

[10] Tamże, s. 68.

[11] Tamże, s. 66.