Wojna polsko – rosyjska 1831 r.

W dniu 5 grudnia 1830 r. gen. Józef Chłopicki ogłosił się dyktatorem powstania. Z jego winy powstanie straciło dwa decydujące miesiące. Zmarnowano okres, w którym powstańcy mogli ująć inicjatywę w swoje ręce. W Petersburgu obawiano się polskiej ofensywy za Bug i wejścia polskich oddziałów na tereny Cesarstwa Rosyjskiego. Generał dążył bowiem do porozumienia z caratem i uparcie sprzeciwiał się działaniom zaczepnym. Ówczesny kanclerz Austrii Metternich określił rządy Chłopickiego jako dyktaturę kapitulacji. Gdy car Mikołaj I odrzucił wszelkie propozycje kompromisu i postawił Królestwo Polskie przed koniecznością prowadzenia działań wojennych, gen. Chłopicki złożył dyktaturę. W dniu 20 stycznia 1831 r. naczelnym wodzem został gen. Michał Radziwiłł. Na wiadomość o decyzji cara Sejm Królestwa Polskiego pod naciskiem ludu Warszawy w dniu 25 stycznia 1831 r. uchwalił detronizację Mikołaja I. W ten sposób rozpoczęła się wojna z Rosją carską.

            Na pierwszy rzut oka zestawienie sił Rosji i Królestwa Polskiego w przeddzień kampanii wojennej świadczy o beznadziejnym wprost położeniu powstańców. Bliższa analiza wykazuje pewne szanse Polaków. Po pierwsze, generalicja rosyjska była mniej sprawna niż w 1812 roku. Potwierdzeniem tego była trudna kampania turecka.  Po drugie, wojskom rosyjskim wypadało w 1831 r. walczyć na terenie niepewnym, obcym, a nawet wrogim. Po trzecie, linie komunikacyjne Rosjan były wydłużone, łatwe do przecięcia. Ponadto Rosjanie nie przygotowali się dobrze pod względem zaopatrzenia swoich wojsk. Wynikało to z postawy dowództwa rosyjskiego. Sam dowódca armii carskiej, feldmarszałek Iwan Dybicz uważał, że wojna stanowić będzie krótki spacer wojskowy zakończony w kilka tygodni rozbiciem albo kapitulacją wojska polskiego[1]. Rzeczywistość pokazała co innego. Po czwarte, poważną przewagę armii carskiej w artylerii ograniczało gorsze od polskiego wyszkolenie bojowe żołnierzy[2].

            Armia rosyjska rzucona przez Mikołaja I do zdławienia powstania składała się z dwóch korpusów piechoty, dwóch korpusów kawalerii i korpusu grenadierów – łącznie ponad 127.000 ludzi i 348 dział. Jej głównodowodzącym był feldmarszałek Iwan Dybicz. Ponadto car postanowił wyprawić do Królestwa gwardię (nie dając Dybiczowi prawa rozporządzania nią) oraz 2 korpus piechoty[3]. W tym czasie tj. w lutym 1831 r. armia Królestwa Polskiego liczyła 57.000 żołnierzy i 140 dział.

            W dniu 5 i 6 lutego 1831 r. armia rosyjska przekroczyła granice Królestwa Polskiego. W dniu 14 lutego doszło do pierwszej bitwy pomiędzy armią polską i rosyjską pod Stoczkiem. Bitwa zakończyła się doszczętnym rozbiciem wojsk rosyjskich dowodzonych przez gen. Geismara. Polacy w bitwie zdobyli 10 dział i schwytali 330 jeńców rosyjskich. Wielkim męstwem odznaczyły się w bitwie oddziały tzw. Krakusów. Chociaż zwycięstwo oddziałów gen. Dwernickiego nie miało większego znaczenia operacyjnego, to jednak wynik bitwy w znacznym stopniu wpłynął na podniesienie ducha armii polskiej. Zwycięstwo pod Stoczkiem było bowiem pierwszą wygraną bitwą w tej wojnie. Stanowiło to dowód, do czego zdolny jest żołnierz polski pod zdecydowanym dowódcą. Równocześnie Stoczek zaimponował przeciwnikowi. Car Mikołaj w swym liście do Dybicza z dnia 20 II pisał między innymi: „Stoczek jest bardzo zaszczytny dla młodego wojska Dwernickiego, a tym samym haniebniejszy dla naszych strzelców konnych[4]”. Następnie na równinie przed Pragą rozegrała się, poprzedzona licznymi potyczkami, wielka bitwa pod Grochowem pomiędzy armią carską dowodzoną przez feldmarszałka Dybicza a polską dowodzoną faktycznie przez gen. Chłopickiego, chociaż formalnie dowódcą naczelnym był gen. Radziwiłł. Głównym zadaniem Polaków była obrona Warszawy i uniemożliwienie wojskom rosyjskim przeprawy przez Wisłę.

            Dnia 17 lutego, jeszcze przed rozpoczęciem działań w rejonie Grochowa, doszło do walk z wojskami rosyjskimi pod Kałuszynem i Dobrem. Pod Kałuszynem oddziały polskie gen. Żymirskiego powstrzymywały oddziały gen. Geismara a pod Dobrem płk Skrzynecki odpierał ataki oddziałów gen. Rosena. W  czasie walk pod Dobrem okazało się że nasza piechota góruje bezwzględnie nad rosyjską, która nie umie wyzyskać terenu, strzela źle, cofa się, gdy przeciwnik chce uderzyć na bagnety a ponadto naciera słabo i niezdecydowanie. Jednakże w bitwie tej ujawniły się również ujemne strony wojskowego przygotowania Skrzyneckiego. Prowadził on walkę nieudolnie, powstrzymując zapał bojowy oddziałów polskich. Bitwa pod Dobrem stała się dla Skrzyneckiego drogą do objęcia w przyszłości stopnia generalskiego i stanowiska naczelnego wodza a to z powodu jego raportu sporządzonego po bitwie w którym stwierdzał, że iż sam Dybicz walczył przeciwko niemu. Przy tym wychwalał swoje zdolności wodzowskie. Po zadaniu strat Rosjanom oba te zgrupowania wycofały się w kierunku na Warszawę.

W tym samym czasie płk Ignacy Prądzyński opracował plan którego założeniem był atak na centrum, najsilniejszą kolumnę wroga maszerującą w stronę Warszawy. Zniszczenie jej rozcięłoby zgrupowanie nieprzyjaciela na dwie części. Prądzyński przyszły plan bitwy oparł na rozegranej w 1800 r. bitwie pod Hohenlinden. Plan Prądzyńskiego uzyskał akceptację gen. Chłopickiego. W dniu 19 lutego 1831 r. rozpoczęła się bitwa pod Wawrem, gdzie oddziały gen. Żymirskiego i Szembeka starły się z Rosjanami. Bitwa w zasadzie nie została rozstrzygnięta. W wyniku nieudolności gen. Chłopickiego, który nie przysłał posiłków dla walczących oddziałów, zaprzepaszczono okazję rozbicia I Korpusu armii Dybicza.

Rano, 20 lutego rozpoczęły się zacięte walki o Olszynkę. Stanowiła ona klucz do pozycji polskich, którego zdobycie umożliwiłoby Rosjanom przedarcie się pod Pragę. Około godz. 9.00 artyleria rosyjska otworzyła ogień na polskie pozycje trwający 30 – 45 minut. Następnie około 9.30 Rosjanie przystąpili do natarcia. Początkowo ruszyło 5 batalionów z 24 Dywizji Piechoty, później 11 batalionów 24 i 25 Dywizji, w końcu Dybicz rzucił 19 batalionów obu dywizji. Jednakże ataki podejmowane przez wojska carskie zostały odparte. Poległo aż 1600 rosyjskich żołnierzy. Po dwóch dniach walk Dybicz postanowił zaatakować oddziały polskie pod Białołęką, korpusem grenadierów ks. Szachowskiego obchodząc w ten sposób nasze pozycje pod Grochowem. W dniu 24 lutego korpus ks. Szachowskiego zaatakowały oddziały nasze pod Białołęką. W tym czasie w rejonie Białołęki stacjonowała tylko 2 brygada 1 Dywizji Piechoty gen. Kazimierza Małachowskiego oraz 1 Dywizja Kawalerii gen. Antoniego Jankowskiego. Atak Rosjan spowodował odwrót oddziałów polskich (straty Rosjan – 650 zabitych i rannych, Polacy – 450). Widząc niebezpieczeństwo obejścia sił głównych, dowództwo polskie w nocy z 24 na 25 lutego wysłała pod Białołękę na pomoc tamtejszym oddziałom grupę gen. Jana Krukowieckiego (14 batalionów piechoty, 10 szwadronów kawalerii i 24 działa). Dzięki temu oddziały ks. Szachowskiego zostały odrzucone spod Białołęki (II bitwa pod Białołęką) ponosząc duże straty (332 zabitych i rannych, 100 jeńców, zdobyto 1 działo, 7 jaszczyków i ok. 1000 karabinów; Polacy stracili 320 ludzi).

W tym samym czasie, 25 lutego, feldmarszałek Dybicz wznowił  natarcie na pozycje polskie pod Grochowem. W bitwie grochowskiej wzięło udział około 59000 żołnierzy rosyjskich i 178 dział i 36000 żołnierzy polskich i 114 dział, a więc Rosjanie dysponowali dwukrotną przewagę. Pozycję pod Olszynką obsadziła 2 Dywizja Piechoty gen. Franciszka Żymirskiego, prawe skrzydło osłaniała 4 Dywizja Piechoty gen. Piotra Szembeka, natomiast 3 Dywizja Piechoty gen. Jana Skrzyneckiego znajdowała się z tyłu i stanowiła odwód główny. Na północ od Grochowa rozstawiono Korpus Kawalerii gen. Tomasza  Łubieńskiego. Po trzech godzinach zaciekłego boju broniąca Olszynki (na którą Dybicz rzucił główne siły swej armii) dywizja gen. Żymirskiego została z niej wyparta. Sam gen. Żymirski zginął na polu bitwy. Jednakże gen. Chłopicki nakazał kontratak w wyniku którego Rosjanie zostali wyparci z Olszynki. Wyczerpanie oddziałów polskich spowodowało, że ponowne natarcie oddziałów Dybicza zmusiło je do wycofania się z zajmowanych pozycji. Na wycofujące się oddziały polskie Dybicz rzucił swoją kawalerię – 28 szwadronów kawalerii z prawego skrzydła,  potem 30 szwadronów z lewego skrzydła. Jednakże skuteczny ostrzał baterii rakietników i atak ułanów płk Ludwika Kickiego osłonił wycofujące się polskie oddziały. Ostatecznie armia polska wycofała się na Pragę. Straty rosyjskie w bitwie grochowskiej wyniosły około 9400 zabitych, rannych i wziętych do niewoli; Polacy stracili 7350 żołnierzy, w tym 1054 dostało się do niewoli.

            Analiza bitew pod Białołęką i Grochowem pozwala na wyciągnięcie pewnych wniosków. Bitwa ta mogła przynieść Polakom zwycięstwo, ale stanowisko Chłopickiego i innych dowódców i popełnione przez nich błędy nie mogły doprowadzić do rozstrzygnięcia bitwy na korzyść Polaków. Kiedy Dybicz czekał na Korpus Szachowskiego, Chłopicki zamiast uderzyć na wroga, rozbić najpierw Dybicza, a potem Szachowskiego, zwlekał i nie przystępował do działań zaczepnych[5]. Po zakończeniu bitwy armia rosyjska nie wykonała pościgu gdyż feldmarszałek Dybicz nie zdecydował się szturmować stolicy Królestwa Polskiego. 7 marca nakazał odwrót spod Pragi.

            W miesiącu marcu oddziały polskie nie przejawiały większej aktywności bojowej. Tylko korpus gen. Józefa Dwernickiego działał z powodzeniem w lubelskiem, odnosząc zwycięstwo w bitwie pod Kurowem, zajmując Lublin i przebijając się do twierdzy zamojskiej. W tym czasie Polacy głównie uzupełniali straty i szkolili nowych żołnierzy. W drugiej połowie marca w dowództwie polskim rozważano różne plany operacyjne. I tak naczelny wódz, gen. Jan Skrzynecki wyszedł  z inicjatywą tzw. kordonowej obrony linii Wisły polegające na rozmieszczeniu oddziałów wokół Warszawy, na prawym brzegu Wisły. Następnie Skrzynecki proponował prowadzenie działań o ograniczonym zakresie na skrzydłach tego ugrupowania z zamiarem zmuszenia przeciwnika do analogicznego rozciągnięcia swego frontu. Był to plan jak widać defensywny, oddający inicjatywę w ręce wroga. Mianowany na stanowisko generalnego kwatermistrza, gen. Ignacy Prądzyński przedstawił naczelnemu wodzowi śmiały plan działań zaczepnych. Proponował on, aby wykonać natarcie możliwie największymi siłami na oddziały VI Korpusu gen. Rosena, rozbić je, zając Siedlce, które były bazą zaopatrzeniową armii rosyjskiej w Królestwie Polskim, a następnie uderzyć na rozrzucone, pozbawione zaopatrzenia, pozostałe korpusy Dybicza. Naczelny wódz armii rosyjskiej mógłby po polskim sukcesie, czyli w nowej sytuacji albo przyjąć decydującą bitwę w bardzo niekorzystnym dla siebie położeniu, albo wycofać się za Bug[6]. Trzeci plan działań wysunął gen. Wojciech Chrzanowski, proponując rzucenie trzech dywizji piechoty i dwa korpusy kawalerii na gwardię rosyjską rozmieszczoną pomiędzy Andrzejewem, Zambrowem, Ostrołęką i Łomżą. Na razie jednak wódz naczelny przystał na plan Prądzyńskiego.

            W dniu 30 marca 1831 r. oddziały polskie wyruszyły z Warszawy, w sile trzech dywizji piechoty, dwóch korpusów kawalerii i artylerii rezerwowej – łącznie niespełna 40000 żołnierzy i 82 działa. Następnego dnia doszło do bitwy pod Wawrem gdzie Polacy rozbili oddziały gen. Geismara (zniszczono m.in. cały pułk piechoty) i zmusili je do wycofania. Jednakże pościg za oddziałami rosyjskimi mimo przynagleń gen. Prądzyńskiego odbywał się powoli. Gen. Skrzynecki zwlekał bowiem z natarciem. Nie czekając na decyzję naczelnego wodza Prądzyński ruszył naprzód. Pod Dębem Wielkim oddziały polskie napotkały wojska gen. Rosena który starał się zebrać jak najwięcej sił (razem z Geismarem posiadał jedynie 10000 żołnierzy, w chwili rozpoczęcia bitwy). Rozgorzała bitwa w której oddziały Rosena i Geismara zostały rozbite. W bitwie odznaczyła się kawaleria gen. Kazimierza Skarżyńskiego która wykonała brawurową szarżę w bardzo trudnych warunkach, o zmroku na piechotę rosyjską rozbijając jej czworoboki (kawalerzyści zdobyli 8 dział, wzięli do niewoli 23 oficerów i 1300 żołnierzy) i umożliwiając tym samym natarcie naszej piechoty. W bitwie pod Dębem Wielkim w ręce polskie dostały się wszystkie dokumenty Rosena w których znalazły się szkice marszów i rozlokowanie armii Dybicza przed przeprawą na lewy brzeg Wisły. Droga do Siedlec stała otworem. W związku z tym gen. Prądzyński domagał się od gen. Skrzyneckiego natychmiastowego uderzenia na oddziały Dybicza, gdyż siły gen. Rosena, osłaniające główne siły Dybicza nie były zdolne do zorganizowania oporu.

W dniu 2 kwietnia, czyli po bitwie pod Dębem Wielkim VI Korpus praktycznie przestał istnieć, Rosen doliczył się zaledwie 4000 bagnetów pod bronią. Ponadto w naszych rękach znalazło się przeszło 10000 jeńców, zdobyto 12 dział, mnóstwo jaszczyków (wozów amunicyjnych), całe tabory VI Korpusu. Straty armii polskiej nie przekroczyły 400 – 500 zabitych i rannych. Sytuacja oddziałów rosyjskich stała się bardzo trudna. Potwierdził to nawet list Dybicza do cara Mikołaja, gdzie pisał: „Jest mi w najwyższym stopniu przykro, że nie odpowiedziałem oczekiwaniom, żywionym tak niedawno. Nieoczekiwana klęska VI Korpusu w początku przygotowań do przeprawy zniweczyła wszystkie moje pomysły i przygotowania. Braki zaopatrzenia uniemożliwiają teraz wszelkie działania[7]”. Tymczasem gen. Skrzynecki zwlekał z uderzeniem na oddziały Dybicza. Po długich naleganiach Prądzyński uzyskał zgodę na wykonanie natarcia ku Siedlcom. W związku z tym ruszył niezwłocznie w kierunku miasta. Pod Iganiami (10 kwietnia) natknął się na resztki korpusu gen. Rosena które cofały się ku Siedlcom. O godz. 15.00 rozgorzała bitwa rozpoczęta polskim natarciem które spowodowało wyjście na tyły wojsk Rosena i wypchnięcie go z Igań. Bitwa skończyła się o godz. 19.00. Pomimo zwycięstwa oddziałów polskich nie udało się rozbić doszczętnie Rosjan. Była to wina Skrzyneckiego który działał opieszale i spóźnił się z dowodzoną przez siebie grupą wojska. Straty Rosjan w bitwie pod Iganiami wyniosły ogółem 3000 zabitych i rannych oraz ponad 1500 jeńców. Polacy zdobyli dwa działa oraz chorągiew pułku wołyńskiego. Straty oddziałów polskich nie przekraczały 500 zabitych i rannych. W bitwie tej odznaczył się pułkownik Józef Bem, którego artyleria skutecznie wspierała ataki piechoty.

            Po uzyskanym zwycięstwie gen. Prądzyński naglił do dalszych działań zaczepnych, ale Skrzynecki otrzymał wiadomość o marszu Dybicza na Siedlce nie zgodził się na to. W dniu 12 kwietnia oddziały Dybicza wkroczyły do Siedlec, gdzie połączyły się z oddziałami gen. Rosena. Nastąpiła miesięczna przerwa w działaniach bojowych na terenie Królestwa. Jednakże na innych terenach prowadzono działania przeciwko Rosjanom. Od 26 marca trwało powstanie na Litwie, prowadzone przez oddziały partyzanckie. Wywołało ono duże wrażenie w Warszawie, opinia publiczna domagała się wsparcia walk na terenie Litwy i częściowo Białorusi. Z końcem maja na Litwę wysłano dwa oddziały regularnego wojska pod dowództwem gen. Dezyderego Chłapowskiego i gen. Antoniego Giełguda. Po walkach na przełomie czerwca i lipca oddziały polskie w wyniku porażki i przewagi wojsk rosyjskich przekroczyły granicę pruską (13 i 15 lipca). Jedynie gen. Henryk Dembiński po brawurowym rajdzie przebił się z własnymi oddziałami do Królestwa i 3 sierpnia wkroczył do Warszawy. W kwietniu grupa wojsk gen. Dwernickiego ruszyła na Wołyń, celem wzniecenia powstania, które wybuchło z chwilą wkroczenia oddziałów polskich (10 kwietnia). Oddziały Dwernickiego mimo odniesionego zwycięstwa nad Rosjanami pod Boremlem (19 kwietnia) zostały zmuszone do przekroczenia granicy Galicji (27 kwietnia) gdzie broń złożyło 712 oficerów i 3575 żołnierzy.

Bardzo żywo rozwijała się partyzantka na innych terenach, także na terenach Królestwa opanowanych przez Rosjan. Partyzanci atakowali drobne oddziały nieprzyjaciela, niszczyli magazyny, dezorganizowali transport, zrywali mosty, chwytali i rozstrzeliwali rosyjskich szpiegów. Powstania na Litwie, Białorusi i Ukrainie i działania partyzanckie przez pewien okres utrudniało komunikację Rosji z Królestwem, wstrzymywało posiłki idące do oddziałów walczących z armią polską w Królestwem. Rosjanie musieli wyznaczyć część swych sił do tłumienia tych powstań.

            W kwietniu w sztabie naczelnego wodza, gen. Prądzyński starał się nakłonić Skrzyneckiego do kolejnej akcji zaczepnej. Celem działań była gwardia carska, która znajdowała się w rejonie Ostrołęka – Łomża. Plan wyprawy na gwardię opracował gen. Chrzanowski. Powodzenie tej akcji, pobicie gwardii, którą car Mikołaj I oszczędzał, chronił przed użyciem w działaniach wojennych, odbiłoby się głośnym echem nie tylko w Rosji, ale i w Europie i mogło doprowadzić do następstw nieobliczalnych, aż do wycofania się Dybicza poza granice Królestwa włącznie. Źródła rosyjskie, a przede wszystkim korespondencja Mikołaja z Dybiczem i Konstantym, nie pozostawiają pod tym względem żadnej wątpliwości: oburzenie, przestrach Mikołaja już z powodu samego narażenia i późniejszego odwrotu gwardii nie miały po prostu granic, dowodziło to wymownie, czym byłoby jej zniszczenie, a nawet poważniejsza przegrana[8].

            W dniu 14 maja 1831 r. w Serocku nastąpiła koncentracja oddziałów polskich przeznaczonych do realizacji planu. Zgromadzono około 44000 żołnierzy i 108 dział. Nazajutrz wojska polskie ruszyły na północ. Początkowo operacja rozwijała się pomyślnie i stanowiła zaskoczenie dla strony rosyjskiej. 17 maja w okolicach Śniadowa armia polska stanęła naprzeciw gwardii. Pomimo przewagi sił polskich (30000 żołnierzy i 80 dział, Rosjanie 23000 żołnierzy i 70 dział) gen. Skrzynecki jednak, mimo kilkakrotnych nalegań gen. Prądzyńskiego nie zgodził się na rozpoczęcie bitwy i przez to umożliwił odwrót Rosjan w kierunku Łomży. W ten sposób zaprzepaszczono okazję zupełnego rozbicia gwardii, co niewątpliwie miałoby doniosły wpływ na dalsze losy powstania. Cała armia zdawała sobie sprawę, że to właśnie jej naczelny dowódca nie dopuścił do bitwy, w której zwycięstwo wojsk polskich było prawie pewne. Mało tego, Skrzynecki zwlekając początkowo z pościgiem, zapuścił się później za gwardią aż do Tykocina, wciągając lekkomyślnie armię polską w niebezpieczny „worek” pomiędzy siły główne Dybicza a nie rozbitą jeszcze gwardię[9]. W tym czasie oddziały Dybicza opuściły stanowiska pod Siedlcami i ruszył na pomoc gwardii. Dowiedziawszy się o marszu Dybicza, Skrzynecki zarządził odwrót. Postanowił bronić linii Narwi i w tym celu zajął stanowiska w Ostrołęce i Łomży.

W dniu 26 maja rozgorzała bitwa pod Ostrołęką. Nieudolne dowodzenie gen. Skrzyneckiego doprowadziło do rozbicia brygady Bogusławskiego broniącej Ostrołęki, zdobycia przez Rosjan miasta i mostów na Narwi. Umożliwiło to utworzenie przez Rosjan przyczółków na prawym brzegu Narwi. Bezsensowne rozkazy Skrzyneckiego doprowadziły do tego, że natarcia polskich dywizji (1 i 3 DP) zostały odparte przez wojska carskie, wspierane artylerię. Obie dywizje poniosły duże straty. Dowodzenie naczelnego wodza doprowadziło w końcu do wyczerpania sił polskich. Na drugi dzień oddziały polskie rozpoczęły odwrót w kierunku Pragi. W wyniku bitwy ostrołęckiej Polacy stracili 6500 żołnierzy, Rosjanie 5000. Bitwa wykrwawiła najlepsze jednostki piechoty polskiej.

            Psychologiczne skutki klęski ostrołęckiej były głębokie i złowieszcze. Niemal cała generalicja straciła resztę nadziei na sukces. Podupadła wśród wielu wyższych oficerów wola walki. W szeregach natomiast rosła nieufność do dowództwa. Mimo iż dość szybko przezwyciężono kryzys i odbudowano liczną armię, naczelne dowództwo wykazywało zupełną bezczynność[10].

            W dniu 25 czerwca 1831 r. przybył do Pułtuska nowy dowódca naczelny armii carskiej, feldmarszałek Paskiewicz. W celu zakończenia działań wojennych postanowił ruszyć z armią ku dolnej Wiśle, by następnie przeprawić się na jej lewy brzeg i uderzyć na Warszawę od zachodu. 4 lipca oddziały rosyjskie ruszyły z rejonu Pułtuska w kierunku Płocka, 8 lipca zajmując miasto. 12 lipca armia rosyjska ruszyła na Osiek gdzie przeprawiła się przez Wisłę na jej lewy brzeg. W dniach od 21 do 26 lipca Rosjanie stali pomiędzy Raciążkiem a Nieszawą, przygotowując się do dalszego marszu. W dniu 30 lipca bez walki zajęli Łowicz. Pod naciskiem gen. Bema, gen. Skrzynecki zdecydował się ruszyć przeciwko oddziałom rosyjskim zbliżającym się do Warszawy. 1 sierpnia grupa wojsk dotarła do Sochaczewa. Jednakże do akcji zaczepnej przeciwko oddziałom Paskiewicza nie doszło z winy Skrzyneckiego. Wobec niechęci szerzącej się wśród żołnierzy i oficerów, w dniu 11 sierpnia rząd i sejm odebrał naczelne dowództwo Skrzyneckiemu. Tymczasowym następcą został gen. Dembiński.

            W dniu 14 sierpnia rozpoczął się odwrót armii polskiej znad Bzury w kierunku stolicy. 16 sierpnia oddziały polskie zajęły stanowiska na umocnieniach pod Warszawą. Rosjanie zajęli stanowiska wyjściowe do szturmu Warszawy w dniu 6 września. Następnego dnia o godz. 7.30 artyleria rosyjska, w sumie 100 dział rozpoczęła przygotowanie artyleryjskie do szturmu na Wolę. Po godzinie Rosjanie przystąpili do szturmu. Po kilkugodzinnej zaciętej walce, w czasie której nasze oddziały bohatersko broniły każdej reduty i umocnień , oddziały rosyjskie opanowały Wolę. Dalsze natarcie Rosjan zostało odparte. Chociaż sytuacja nie była jeszcze beznadziejna, gen. Krukowiecki, który pełnił obowiązki naczelnego dowódcy armii, rozpoczął rokowania. Gdy rokowania nie dały pożądanych rezultatów, podał się do dymisji. Po nim naczelne dowództwo objął gen. Małachowski.

           W dniu 8 sierpnia oddziały Paskiewicza przystąpiły do drugiego szturmu. Przygotowanie artyleryjskie trwało od godz. 13.00 do 15.00. O godz. 15.00 rozpoczęło się silne natarcie piechoty i kawalerii na wszystkich odcinkach. Około godz. 18.00 Rosjanie wdarli się do miasta. Oddziały polskie około godz. 22.00 zaczęły wycofywać się na Pragę. Gen. Małachowski zamierzał przekroczyć Wisłę razem z armią, zniszczyć mosty i w ten sposób oddać Rosjanom jedynie stolicę, zachowując armię do dalszych działań. Jednakże postawa władz i części generalicji dążącej do układu z carem spowodowały, że gen. Małachowski podpisał akt kapitulacji. W myśl tego aktu armia polska miała opuścić Warszawę i Pragę, nie niszcząc jednak mostów. Główna armia polska wyruszyła z Pragi do Modlina, następnie zaś do Płocka. W Modlinie Rada Wojenna wybrała nowego wodza naczelnego, gen. Macieja Rybińskiego. Odrzucił on ultimatum Paskiewicza, które zawierało żądanie bezwarunkowej kapitulacji. Kiedy Rosjanie rozpoczęli przeciwko niemu działania zaczepne, przeszedł z wojskiem granicę pruską i tam 5 października złożył broń.

Powoli także ustawał opór w innych rejonach Królestwa. Jeszcze przed przekroczeniem granicy pruskiej przez główne siły polskie, działający na południu korpus gen. Edmunda Różyckiego przekroczył granicę Rzeczypospolitej Krakowskiej i na terenie Austrii złożył broń (28 września). W dniu 9 października, na wieść o przekroczeniu granicy pruskiego oddziałów gen. Rybińskiego skapitulowała twierdza Modlin. Broniła się jeszcze twierdza w Zamościu ale i ona skapitulowała w dniu 21 października 1831 r. Po 11 miesiącach walki był to koniec powstania.

Bibliografia:

Łepkowski Tadeusz, Powstanie Listopadowe, Warszawa 1987.

Majewski Wiesław, Grochów 1831, Warszawa 1982.

Sikorski Janusz, Zarys historii wojskowości powszechnej do końca wiek XIX, Warszawa 1975.

Tarczyński Marek, Generalicja Powstania Listopadowego, Warszawa 1988.

Tokarz Wacław, Wojna polsko – rosyjska 1830 i 1831, Warszawa 1993.

Zajewski Władysław, W kręgu Napoleona i rewolucji europejskich 1830 – 1831, Warszawa 1984.


[1] W. Majewski, Grochów 1831, Warszawa 1982, s. 105.

[2] T. Łepkowski, Powstanie Listopadowe, Warszawa 1987, s. 20.

[3] J. Sikorski, Zarys historii wojskowości powszechnej do końca wieku XIX, Warszawa 1975, s. 506.

[4] W. Tokarz, Wojna polsko – rosyjska 1830 i 1831, Warszawa 1993, s. 170.

[5] J. Sikorski, Zarys historii wojskowości powszechnej do końca wieku XIX, Warszawa 1975, s.512.

[6] T. Łepkowski, Powstanie Listopadowe, Warszawa 1987, s. 25.

[7] W. Tokarz, Wojna polsko – rosyjska 1830 i 1831, Warszawa 1993, s. 259.

[8] W. Tokarz, Wojna polsko – rosyjska 1830 i 1831, Warszawa 1993, s. 314.

[9] J. Sikorski, Zarys historii wojskowości powszechnej do końca wieku XIX, Warszawa 1975, s. 517.

[10] T. Łepkowski, Powstanie Listopadowe, Warszawa 1987, s. 33.