Referendum ludowe z 30.06.1946 r. czyli 3xTAK

Zgodnie z postanowieniami konferencji w Jałcie w dniach 4 – 11 lutego 1945 r., działający na ziemiach polskich Rząd Tymczasowy miał zostać przekształcony i oparty na szerszej podstawie społecznej „z włączeniem przywódców demokratycznych z samej Polski i Polaków z zagranicy”. Nowy organ władzy miał przyjąć nazwę Polskiego Rządu Tymczasowego Jedności Narodowej (TRzJN). Zarazem miał on możliwie najprędzej przeprowadzić „wolne, nieskrępowane wybory na zasadzie powszechnego i tajnego głosowania”. Jednocześnie powołano do życia tzw. Komisję Dobrych Usług w składzie: Wiaczesław Mołotow i ambasadorów: brytyjskiego – Archibald Clark – Kerr i amerykańskiego – Williama Averell Harriman, która miała pracować w Moskwie i przygotowywać porozumienie polskich grup politycznych wchodzących w skład Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej. Same wybory w Polsce miały odbywać się bez kontroli międzynarodowej[1].

            W dniu 28 czerwca 1945 r. powołany został do życia Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej. Premierem rządu został Osóbka – Morawski, pierwszym wicepremierem Gomułka, drugim wicepremierem a zarazem ministrem rolnictwa i reform rolnych został Stanisław Mikołajczyk. Rząd przynajmniej był koalicyjny, choć de facto zdominowany przez komunistów i ich zwolenników. Zgodnie z wcześniejszymi uzgodnieniami TRzJN został uznany przez państwa zachodnie. Na przełomie lata 1945 r. w wyzwolonym kraju ujawniły się wszystkie siły polityczne, będące w konspiracji, które miały nadzieję na oficjalną działalność i zamierzały po odrodzeniu masowych partii demokratycznych wygrać wybory przewidziane w postanowieniach Wielkiej Trójki z Jałty i Poczdamu oraz przy założeniu poparcia ze strony mocarstw zachodnich, wyłonić władze niezależne od Związku Radzieckiego. W szczególności powrót do kraju Stanisława Mikołajczyka wzbudzało w społeczeństwie polskim ogromne nadzieje. Sądzono, iż będzie on gwarantem wolnych wyborów i powstrzyma proces sowietyzacji Polski. Przy każdej okazji, gdy Mikołajczyk pojawiał się publicznie, wiwatowano na jego cześć, okazując mu wielką przychylność i życzliwość. Do historii przeszło powitanie, jakie zgotowano Mikołajczykowi w kilku polskich miastach, gdzie wiwatujący tłum niósł na rękach wicepremiera wraz… z jego samochodem[2].

Po powrocie do kraju Mikołajczyk przystąpił do działań mających odbudować stronnictwo chłopskie, które stanowiłoby przeciwwagę dla rosnących wpływów komunistów. Sytuacja ruchu ludowego w chwili objęcia funkcji wicepremiera w TRzJN przez Stanisława Mikołajczyka była dość trudna. Część działaczy nie związanych ze Stronnictwem Ludowym, jak Władysław Kowalski i Antoni Korzycki, uzurpowała sobie prawo do reprezentowania całego ruchu ludowego. Wśród działaczy koncesjonowanego SL było stosunkowo sporo działaczy spod znaku sanacji, obawiających się odpowiedzialności za „faszyzację kraju”, a przez to posłusznych komunistom. Część działaczy m.in. Stanisław Bańczyk i Bolesław Ścibiorek, działającego w konspiracji SL „Roch” ujawniło się i próbowało nadać partii bardziej niezależny charakter. Wreszcie inni m.in. Kazimierz Bagiński, Adam Bień, Stanisław Mierzwa i Stanisław Korboński znaleźli się w więzieniach radzieckich lub Urzędu Bezpieczeństwa. Komuniści usiłowali skłonić Mikołajczyka do zawarcia ugody z tzw. „lubelskim SL”. Reaktywowany 8 lipca 1945 r. Naczelny Komitet Wykonawczy (NKW) z Wincentym Witosem na czele, odrzucił te propozycje i rozpoczął prace nad zdobyciem poparcia wśród działaczy ludowych. W dniu 22 sierpnia 1945 r. powstało Polskie Stronnictwo Ludowe (PSL), którego prezesem został Wincenty Witos. Jednakże choroba i podeszły wiek Witosa oddały rolę kierowniczą w ręce wiceprezesa Mikołajczyka, który był zwolennikiem niezależności ruchu ludowego od komunistów. Ruch PSL od samego początku gwałtownie przybrał na sile i w ciągu kilku tygodni partia ta stała się najliczniejszą organizacją polityczną w kraju. W listopadzie PSL liczyło już 200 tys. członków, a w styczniu 1946 r. – 540 tys. członków. Pomimo tego PSL otrzymało zaledwie 52 mandaty w 456 – osobowej Krajowej Radzie Narodowej[3].

Rządzący krajem z nadania Moskwy, komuniści zdawali sobie sprawę z własnej niepopularności wśród społeczeństwa polskiego, pomimo dominującej roli w strukturach władzy oraz całkowitej kontroli nad wojskiem i aparatem bezpieczeństwa. Polska Partia Robotnicza (PPR) przewidywała, iż nie ma szans na sprawowanie rządów po rzeczywiście „wolnych i nieskrępowanych” wyborach które musiały się odbyć gdyż było to wymogiem postanowień jałtańskich i poczdamskich. Dlatego też komuniści zainicjowali we wrześniu 1945 r. utworzenie koalicji składającej się ze wszystkich działających legalnie partii – tzw. „blok sześciu” który według komunistów miał się składać z PPR, PPS, SL, SD, SP i PSL. Impulsem do działania w tym kierunku były wydarzenia na Węgrzech. W listopadzie 1945 r. odbyły się tam wybory w których, mimo obecności Armii Czerwonej oraz silnej pozycji komunistów w tamtejszym rządzie tymczasowym, wygrała Niezależna Partia Drobnych Rolników (57 % głosów) odpowiednik Polskiego Stronnictwa Ludowego. W związku z tym PPR nie chciała popełnić „węgierskiego błędu” rozpisując wybory mając silnego przeciwnika politycznego w postaci PSL oraz w okresie znacznej aktywności konspiracji, co stanowiłoby zachętę do sprzeciwu wobec komunistów. Komuniści nie mieli większych problemów z przekonaniem do idei „bloku” – i silnie przez nich spenetrowanych Stronnictwa Ludowego (SL) i Stronnictwa Demokratycznego (SD). Po dłuższych debatach za „blokiem” opowiedziała się też większość kierownictwa Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS), które przyjęło na siebie zadanie nakłonienia PSL. Rozmowy przeprowadzone w dniu 5 grudnia 1945 r. między przedstawicielami PPS i PSL nie przyniosły rozstrzygnięcia, choć panowała zgoda co terminu wyborów które miały się odbyć na wiosnę 1946 r. Wejście do koalicyjnego TRzJN wytyczało maksymalną granicę ustępstw PSL, a dalsze wikłanie się we współpracę z komunistami oznaczałoby nie tylko zaprzeczenie założeniom programowym i ideowym ruchu, ale także utratę zaufania społecznego, które oceniano jako powszechne i nie ograniczające się bynajmniej do terenu wsi. Kongres PSL, odbyty w styczniu 1946 r., nie podjął wiążącej decyzji w sprawie ewentualnego wejścia do „bloku wyborczego” cedując zajęcie stanowiska na Nadzwyczajny Kongres. Jednak zarówno wypowiedzi delegatów, jak i przyjęte uchwały, wyraźnie określały PSL jako partię alternatywną wobec PPR i przeciwstawiającą się wprowadzanemu porządkowi ustrojowemu[4].

Formalne rozmowy na temat stworzenia wspólnego bloku politycznego rozpoczęły się 7 lutego 1946 r. i wzięły w nich udział reprezentanci trzech partii – PPR, PPS i PSL. Spotkanie to, jak i kolejne, które odbyły się 13, 18 i 22 lutego, nie doprowadziły do porozumienia zarówno z uwagi na zasadnicze różnice poglądów na aktualną sytuację w kraju, jak i głębokie odmienności programowe. PSL, zachęcony przykładem węgierskim, odrzuciło propozycje PPR i PPS: 25 % miejsc jakie proponowano ludowcom nie dawały nawet możliwości zablokowania projektów konstytucyjnych. Domagali się przyznania takiej liczby mandatów, by oni właśnie mogli zadecydować o kształcie Ustawy Zasadniczej. Mikołajczyk podczas rozmów zaproponował 75 % miejsc dla „reprezentantów wsi”, co było oczywistą zachętą do zerwania rozmów. Ponadto sugerował rozwiązania węgierskie tzn. wybory miałyby odbyć się na osobne listy, ale z zobowiązaniem stworzenia po nich rządu koalicyjnego[5].

Stworzenie wspólnego bloku wyborczego zakończyło się fiaskiem, co potwierdził list PPR i PPS do ludowców z 18 lutego, jak i odpowiedź z 22 lutego, w której NKW PSL „z żalem musi stwierdzić, że nie widzi możliwości postawienia Nadzwyczajnemu Kongresowi PSL wniosku o przystąpienie do bloku wyborczego[6]”. Najważniejszą sprawą w tym okresie było przeprowadzenie wyborów co było wymogiem postanowień Wielkiej Trójki z Jałty i Poczdamu. Komuniści starali się w tej sprawie zyskać na czasie. Stwierdzono, że zostaną one przeprowadzone do końca 1946 r. Zwłokę tłumaczyli komuniści ogólnym chaosem panującym w kraju – migracjami ludności, walką z podziemiem. W istocie chodziło o maksymalne odwleczenie terminu wyborów, do momentu rozbudowania aparatu terroru, który miał pokierować przebiegiem głosowania. Po załamaniu się rozmów na temat bloku sześciu partii PPR i jej zwolennicy przystąpili do zmasowanego ataku na PSL. Prześcigano się w kłamstwie, obelgach i manipulacjach opinią publiczną. Urząd Bezpieczeństwa (UB) przeprowadzał rewizje w siedzibach PSL na terenie kraju. Dochodziło także do licznych aresztowań wielu powiatowych i wojewódzkich działaczy PSL pod zarzutem rzekomej współpracy z organizacją Wolność i Niezawisłość i Narodowymi Siłami Zbrojnymi. Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego wydało w tym czasie tajną instrukcję, zakazującą publicznych zgromadzeń organizowanych przez PSL. Poza bezprawnymi aresztowaniami, ofiarą terroru komunistycznego padło kilkudziesięciu działaczy PSL m.in. 28 lutego 1946 r. funkcjonariusze UB zamordowali w biały dzień na oczach zgromadzonej młodzieży działacza „Wici” z Olszewic koło Lublina Zygmunta Jakubca[7].

Odłożenie terminu wyborów przez komunistów nasunęło się przypadkiem i to za sprawą PSL. Podczas drugiej tury rozmów w sprawie utworzenia bloku wyborczego 13 lutego, w czasie wymiany zdań na temat konstytucji, Mikołajczyk wspomniał o odbytym przed kilkoma miesiącami referendum konstytucyjnym we Francji, które było stowarzyszone z wyborami parlamentarnymi. Nikt z zebranych tego wątku nie podjął. Jednak miesiąc później na posiedzeniu Komisji Politycznej CKW PPS w dniu 13 marca omawiano wykorzystanie referendum jako namiastki wyborów. Niebawem doszło do uzgodnień między PPR a PPS, a 21 marca sprawę referendum omawiano na posiedzeniu Sekretariatu KC PPR. Referujący ją Zambrowski uznał dogodność propozycji: „referendum może być pozytywnym etapem w walce wyborczej (…) gdyż daje możność (…) dojścia do głosu wspólnie z PPS i PPR również szerokich mas bezpartyjnych i PSL – owskich, czyli pewnego rozszczepienia PSL[8]”. Zambrowski przedstawił również propozycję pytań, z którymi należałoby zwrócić się do społeczeństwa. Pierwsze z nich nawiązywało wprost do listu PSL z 22 lutego („czy akceptujesz likwidację Senatu”), drugie miałoby dotyczyć stosunku do reform gospodarczych m.in. parcelacji ziemi i nacjonalizacji przemysłu, trzecie zaś akceptacji polityki rządu „skierowanej przeciwko agresji niemieckiej, w obronie granic zachodnich”. PPR zakładało, że PSL będzie zmuszone wzywać do głosowania za zniesieniem Senatu, jako że był to tradycyjny postulat większości partii demokratycznych. Gdyby zaś PSL zdecydowało się wypowiedzieć inaczej to wg Zambrowskiego „to od nas nikogo nie oderwą, a sami się przepołowią”. W intencji PPR referendum miało więc wciągnąć PSL, a  przynajmniej jego znaczną część, na platformę komunistów. Próbowano na jednym ogniu upiec dwie pieczenie: wymuszenie na PSL solidarności z PPR i odłożenie wyborów[9].

Przywódcy PSL wybrali to drugie rozwiązanie (1 – nie, 2 razy tak), gdyż postanowili wykorzystać referendum jako swoisty test i przy okazji sprawdzić, jakim poparciem mogliby dysponować w wyborach parlamentarnych. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa podobne intencje przyświecały komunistom, gdy występowali z ideą referendum. Wiele wskazuje na to, że chcieli sprawdzić – zarazem nie ryzykując wyborczej porażki – na ile posiadają już „autentyczne społeczne poparcie” i na ile „będą musieli” sfałszować przyszłe wybory do Sejmu. Referendum dla nowej władzy miało być testem, czy i na ile da się rządzić polskim społeczeństwem bez stosowania na masową skalę terroru. W myśl tej tezy referendum miało wykazać, czy wystarczą do zapewnienia sobie sukcesu środki administracyjne i silna kampania propagandowa. Faktem jest, że przy przygotowywaniu referendum ogromną rolę odegrało Ministerstwo Informacji i Propagandy, które przygotowało miliony ulotek, plakatów, broszur itp. zachęcających do głosowania „3 razy tak”. Niemniej, przed referendum władze nie zrezygnowały ze stosowania terroru. Przez cały czas gwałtownej kampanii propagandowej towarzyszyły administracyjne i policyjne represje[10]. Tytułem przykładu „działań administracyjnych” wystarczy podać listę „największych błędów”, które wedle jednego z wyższych funkcjonariuszy UB, popełniono w trakcie przygotowywania referendum: „1. nienastawienie sieci agenturalno – informacyjnej na moment referendum, 2. niekontrolowanie członków Komisji wyborczych, 3. niewłaściwe przeprowadzenie aresztowań prewencyjnych (od dołu a nie odgórnie), 4. nieuwzględnienie ORMO[11]”.

Biorąc pod uwagę stan wielkiego napięcia i trwającej na wielu obszarach kraju faktycznej „wojny domowej”, dzień referendum 30 czerwca 1946 r. upłynął spokojnie. Biorącym udział w referendum postawiono 3 pytania:

1. Czy jesteś za zniesieniem senatu?

2. Czy jesteś za utrwaleniem reform społeczno – gospodarczych?

3. Czy chcesz utrwalenia zachodniej granicy Polski na Odrze i Nysie?

Według danych Generalnego Komisarza Głosowania Ludowego z 12 lipca 1946 r. spośród 13.160.451 osób uprawnionych do udziału w referendum, głosowało 11.857.968 osób (90,1 %), które oddały 11.530.551 głosów ważnych (97,2 %) i 327.435 nieważnych (2,8 %). Na pierwsze pytanie miało paść 7.844.552 (68 %) głosy twierdzące i 3.686.029 (32 %) przeczących, na drugie 8.896.105 (77,2 %) głosów twierdzących i 2.634.446 (22,8 %) przeczących, a na trzecie pytanie 10.534.697 (91,4 %) twierdzących i 995.854 (8,6 %) przeczących. Tymczasem rzeczywiste wyniki referendum były dla PPR i jej sojuszników zdecydowanie niekorzystne: na pierwsze pytanie „tak” odpowiedziało 26,9 % biorących udział w głosowaniu, na drugie – 42 % i na trzecie 66,9 %. Podsumowując referendum z 30 czerwca 1946 r. zakończyło się klęską partii tzw. bloku demokratycznego: PPR, PPS, SL i SD. PPR i władze bezpieczeństwa sfałszowały wyniki referendum – w przypadku pierwszego pytania do rzeczywistych wyników głosowania dopisano 41,1 % odpowiedzi „tak”, drugiego – 35 % i trzeciego – 24,5 %[12].

Opozycja polityczna, zwłaszcza PSL otwarcie wyrażała opinie o dokonanym przez komunistów fałszerstwie wyborczym. 3 lipca 1946 r. PSL wystosował protest w którym m.in. stwierdzono: „Prawie powszechną rzeczą było niezachowanie przepisu o tajności głosowania, a nawet nakłaniania ludzi przez przewodniczącego lub członków komisji, by oddawali niewypełnione kartki. Znane nam są wypadki, że przewodniczący wahającym się osobom wyrywał niewypełnione kartki i wrzucał do urny. Członkowie Komisji Obwodowych wykorzystywali nazwiska nieżyjących ludzi, a figurujących w spisach i zezwalali podstawionym osobom na głosowanie na „te martwe dusze”. Mamy wiadomości o wypadkach, że po ukończeniu głosowania, a przed obliczeniem głosów, przewodniczący Komisji Okręgowych odwoływali przewodniczących lub członków Komisji Obwodowych, którzy uprzednio oświadczyli, że będą pilnowali czystości wyborów i na ich miejsce wyznaczali członków PPR. Urny przed obliczaniem głosów funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa przewozili do starostw lub na posterunki milicji wzgl. do Urzędów Bezpieczeństwa. Obliczanie głosów odbywało się wbrew przepisom ustawy, a mianowicie w sposób umożliwiający dorzucanie i usuwanie kart z odpowiedziami negatywnymi. Wszystkie koperty z kartami głosami wysypano na stół i rozdzielono między członków do obliczenia. Ten sposób nie dawał możności wzajemnej kontroli przy obliczaniu głosów i umożliwiał różne niedozwolone manipulacje[13]”.

W pierwszych dniach lipca 1946 r. władze starały się odwrócić uwagę społeczeństwa od sprawy referendum. Stwarzano psychozę zagrożenia zewnętrznego i wewnętrznego. Jednocześnie PPR podejmowała polityczne i propagandowe działania, mające kształtować szerokie przekonanie o pozytywnej odpowiedzi Polaków na wszystkie pytania referendum. Sfałszowane wyniki referendum interpretowano jako zgodę społeczna na przekształcenia ustrojowe w powojennej Polsce, realizowane wg koncepcji i pod kierunkiem PPR. Za dobry sposób na odwrócenie uwagi społeczeństwa polskiego od referendum uznano podsycanie wśród Polaków nastrojów nacjonalistycznych, zwrócono je zwłaszcza przeciwko Żydom i Niemcom m.in. 4 lipca 1946 r. w Kielcach z inspiracji UB doszło do pogromu Żydów. Po referendum doszło do skomplikowania się sytuacji politycznej w kraju. Dotyczyło to zarówno relacji wewnątrz tzw. „bloku demokratycznego”, jak i też stosunków tej koalicji z opozycją. Największe niezadowolenie wykazywała PPS, która nie ukrywała pretensji do PPR za zdominowanie struktur państwa i nieliczenie się z realiami sytuacji społecznej, politycznej i gospodarczej w Polsce. Krytykowano ewidentne przykłady fałszerstw podczas referendum i odsunięcie socjalistów od większego wpływu wydarzeń w kraju. Taktyka komunistów wobec PPS po referendum była niezwykle ostrożna. Obawiano się utraty zbyt ważnego sojusznika, z drugiej zaś strony komuniści nie zamierzali dzielić się z socjalistami pełnią władzy. Postanowiono wykorzystać różnice programowe w łonie PPS i osłabić partię od wewnątrz. Stąd PPR wsparła organizacyjnie i ideowo grupę członków Rady Naczelnej PPS o prokomunistycznej orientacji. Znacznie mniejsze problemy niż z PPS mieli komuniści z pozostałymi dwoma koalicjantami. Kierownictwo SD zdominowane kadrowo przez kryptokomunistów nie stanowiło większego zagrożenia dla interesów PPR. Po referendum ponownie podporządkowało się linii programowej narzuconej przez komunistów i nie wykazywało większej samodzielności politycznej. Podobnie było z SL, jeszcze bardziej uwikłanym w zależności od PPR. W SP natomiast wystąpił głęboki kryzys organizacyjny. Taka sytuacja sprzyjała komunistom gdyż mogli oni narzucać swoje rozwiązania. Największe rozterki polityczne po referendum wystąpiły w szeregach PSL. Ludowcy, choć wiedzieli, że odnieśli sukces wyborczy, nie mogli zdyskontować porażki komunistów. Na zebraniu prezydium NKW PSL 9 lipca 1946 r. Mikołajczyk omówił przebieg głosowania i zapoznał członków prezydium z przygotowanymi przez ludowców protestami przeciwko nadużyciom podczas referendum. Lider PSL odniósł się także do perspektywy wyborów do sejmu. Wyciągając wnioski z przebiegu referendum wyrażał obawy o ich sfałszowanie. Po referendum PSL znalazło się w skomplikowanej sytuacji politycznej i organizacyjnej. Członkowie partii zostali poddani permanentnej inwigilacji ze strony aparatu bezpieczeństwa, który skupił się zwłaszcza na rozbijaniu kół stronnictwa w terenie[14].

 


[1] A. Albert, Najnowsza historia Polski 1914 – 1993, tom I, Warszawa 1995, s. 621.

[2] J. Eisler, Zarys dziejów politycznych Polski 1944 – 1989, Warszawa 1992, s. 22.

[3] A. Albert, Najnowsza historia…, tom II, s. 34 – 36.

[4] A. Paczkowski, Referendum z 30 czerwca 1946 r. Przebieg i wyniki, Warszawa 1993, s. 5 – 6.

[5] A. Paczkowski, Pół wieku dziejów Polski 1939 – 1989, Warszawa 1995, s. 187 – 189.

[6] A. Paczkowski, Referendum…, s. 7.

[7] A. Albert, Najnowsza historia…, tom II, s. 50 – 52.

[8] A. Paczkowski, Referendum…, s. 8.

[9] Tamże, s. 8 – 9.

[10] J. Eisler, op. cit., s. 28 – 29.

[11] A. Paczkowski, Referendum…, s. 10.

[12] Cz. Osękowski, Wybory do sejmu z 19 stycznia 1947 roku w Polsce, Poznań 2000, s. 15.

[13] A. Paczkowski, Referendum…, s. 168 – 169.

[14] Cz. Osękowski, op. cit., s. 21 – 27.